Speleologiczne przygody
Bracia Zwolińscy byli doświadczeni w wycieczkach po góraskich jaskiniach. Pewnego razu przygotowywali się do penetracji Jaskini Bystrej. Korytarze tej jaskini są przez cały rok częsciowo zalane wodą, jednak w okresie zimy poziom wody spada, ułatwiając dostanie się do jej wnętrza. Dlatego właśnie zimę obrali sobie speleolodzy za czas odwiedzin jaskini. Przy wejściu ustawiono pompy wypompowujace wodę z korytarzy. Operacją przygotowań zainteresował się pewien dziennikarz przebywający w tym czasie na nartach w górach. Podszedł do grupy grotołazów zaciekawiony tym co zaobserwował. Dziennikarz wypytywał Zwolińskiego o to po co zamierzają wejść do groty i co spodziewają się w niej znaleźć. Stefan czuł, że dziennikarz łatwo nie odpuści, więc krzyknął do jednego ze swoich pomocników, by dorzucić śniegu do ognia, bo ten już dogasa. Jeden z kompanów Zwolińskich zerwał się i dorzucił do ognia wiadro śniegu. Z beczki trysnął złoty ogień. Dziennikarz był zaskoczony a zarazem przerażony tym co zobaczył, a co ydao mu sie dziwne i podejrzane - ludzie próbujacy dostać się do jaskini, niewiadomo w jakim celu, a do tego potrafiący spalić śnieg. Tymczasem nie było w tym żadnej magii. Grotołazi posługują się lampami karbidowymi, a beczka była wypełniona właśnie karbidem. Karbid jest jasnoszarą substancją, która podczas reakcji z wodą wydziela dobrze palny związek - acetylen. Ogień w beczce dogasał zapewne ze względu na niedobór wody, a suchy karbid nie ulega reakcji spalania. Grotołazi równie dobrze mogli spalać herbatę czy sok, ale ponieważ była zima, a o śnieg zimą najłatwiej...